Zajawka 2

Gdy James się ocknął był sam. Gdy wstał wciąż kręciło mu się w głowie. Był na środku polany otoczonej ze wszystkich stron drzewami, obok niego leżał plecak przypominający ten, który nosił ze sobą na harcerskie wyprawy. Miał na sobie zieloną kurtkę skurzaną i brązowe skórzane spodnie, a na głowę narzucony kaptur. Na plecach miał łuk i kołczan ze strzałami, a u pasa miecz. Z drugiej strony zaczepiony był nóż myśliwskim. Z daleka wyglądałby pewnie jak Robin Hood.
Siedział na polanie przez prawie godzinę próbując poukładać sobie w głowie zdarzenia, które miały ostatnio miejsce. Zaczęło się już ściemniać, gdy nagle zobaczył między drzewami dwie pary oczu. Zerwał się na równe nogi i to był jego wielki błąd. Dwa rozjuszone dziki zaczęły na niego szarżować. W mgnieniu oka, nim zdał sobie sprawę z tego co robi jego ręka chwyciła łuk założyła strzałę, działał instynktownie, choć wcześniej nie umiał strzelać z łuku zbyt dobrze. ZIUM! Strzała wylądowała na samym środku czoła jednego z dzików. Drugi przyspieszył. James wciąż nie zdając sobie sprawy z tego co robi sięgnął po strzałę po raz drugi. Wystrzelił. Ku jego zdumieniu znów trawił bezbłędnie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co właśnie zrobił. Podszedł do pierwszego z dzików i sprawdził jego puls. Nie było go. Poczuł, jak jego ręka instynktownie idzie sięga do plecaka, skąd wyjął krzesiwo i rozpalił ognisko z suchych gałęzi leżących na około. Rozstawił też namiot.