Zajawka

4 Cień przemknął pomiędzy domami. Nikt nie zwrócił nań uwagi, bo i nikogo w pobliżu nie było. Już od kilku lat nocą wszelkie życie w tej dzielnicy zamierało nocą. Spowodował to pewien incydent. Mianowicie przed około trzema laty doszło tu do serii niewyjaśnionych morderstw. Zabójstwa skończyły się, gdy ludzie przestali pokazywać się nocą na ulicy. Nie dotyczyło to jednak Xalena. Ów piętnastoletni młodzieniec wychował się właśnie w tej dzielnicy. Na samą myśl o opuszczeniu swej bezpiecznej przystani po jego plecach przechodziły ciarki. Dorastał tu od kiedy pamiętał. Nie wiedział, jak trafił na ulice ani dlaczego.

Ta noc nie różniła się zbytnio od innych. Za dnia Xalen pracował w warsztacie zaprzyjaźnionego szewca, a po zamknięciu wracał do swej kryjówki. Była to ruina małej, dwukondygnacyjnej kamieniczki, której właściciel nigdy nie odnawiał. Xalen przypuszczał, iż dom stoi pusty, bo właściciel nie żyje lub nie wie o jego istnieniu. Ten stan rzeczy bardzo mu pasował. Urządził się na piętrze, gdyż parter był mocno zagracony i Xalen wolał wykorzystać go jako naturalne zabezpieczenie. Poustawiał meble tak, iż drzwi były nie do otwarcia, a okna zasłonił szafkami. Jedyną drogę do kryjówki stanowiła dziura w ścianie widoczna tylko od strony wewnętrznego dziedzińca. Drabinkę sznurkową ściągało się poprzez pociągnięcie sprytnie zamaskowanej linki.

Tak. Dom był ciasny, ale własny. Większość jego dekoracji Xalen znalazł lub „pożyczył” ze straganów. Jedynym przedmiotem jakiego pochodzenia nie był w stanie ustalić był mały, srebrny pierścień z rubinem. Rubin ów miał w sobie skazę w kształcie litery „X”. Xalen dbał, by mieć ów pierścień zawsze przy sobie, ale nigdy nie pokazywać go nikomu. Nigdy nie wiadomo, czy gdyby komuś ów pierścień by się spodobał, nie zadźgał by go i nie przywłaszczył sobie skarbu.

Potok myśli leciał przez głowę Xalena, gdy ten wspinał się po drabince. Dziś mijały cztery lata od zniknięcia jego najlepszego druha Xenera. Jego zniknięcie zdarzyło się rok przed pojawieniem się „Nożownika z Kalkuty”. Tak nazywano zabójcę, który tu kiedyś grasował. Mimo, iż nikt nie wiedział skąd pochodzi uważano, iż właśnie z Kalkuty. Lecz nie z indyjskiego miasta. Co to to nie! Kalkutą nazywano wielką jamę. Więzienie dla największych opryszków w Elderonie. Plotki krążyły w całym mieście, ale potwierdzenia nie było.

Nie ma sensu zawracać sobie nimi głowy.